No więc właśnie. Na fokowisku, nawet z książką, wytrzymam godzinę. Potem zacznie mnie nosić, znam się... Wychowałam się nad jeziorem i nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy przychodzili na plażę. Jak mi się chciało popływać, szłam, pływałam i wracałam do domu, jak mi się znów zachciało, to szłam znowu...
Choć teraz, kiedy budzik dzwoni o 6:30 rano, o tej właśnie porze, myślę, że bym sobie poradziła z urlopem jakoś

Ale już za 15 minut, po prysznicu, myślę, że urlop tak, ale jeśli "wypoczynek" (czyt. pobytówka), to łączona ze zwiedzaniem. A tu już Egipt zdecydowanie odpada. Serce by mi pękło.
Ale może dojść do tego, że w imię dotrzymania obietnicy tam wyląduję... Chyba, że się uda złapać okazję w jakieś inne miejsce, gdzie nic nie będzie kusić...